Gospodarka

Gospodarka pędzi, deficyt rekordowo niski. Co to właściwie oznacza?

Dawno nie mieliśmy prawa być w tak dobrych nastrojach. Polska gospodarka zadziwia, będąc dodatkowo wzmacnianą przez stabilną sytuację budżetową. Czy w bliższej perspektywie mamy więc jakiekolwiek powody do niepokoju?

Gospodarka ma się nieźle

Gospodarcze podsumowanie minionego roku było miłym zaskoczeniem dla większości ekonomistów i analityków. Dodatkowo niezwykle istotną informacją był fakt, że polskie PKB napędzane było już nie tylko przez konsumpcję, ale też przez pozostałe komponenty gospodarczego wzrostu. Im bardziej stan ten będzie się pogłębiał, tym stabilniejsza będzie kondycja polskiej gospodarki. Pamiętajmy, pędząca konsumpcja jako jedyny silnik rozwijającego się kraju wcale nie jest pożądanym zjawiskiem.

Choć z drugiej strony nic na razie nie wskazuje na to, żeby i ten wskaźnik miał się specjalnie osłabiać – wraz z rosnącą konsumpcją podążają również i nastroje konsumentów, które w lutym tego roku były rekordowo wysokie – wskaźnik wyprzedający był drugim najwyższym, a wskaźnik bieżący utrzymał się na poziomie najwyższym w historii.

Rewizja prognoz i rekordowo niskie bezrobocie

Jakby dobrych lub bardzo dobrych informacji było mało, swoje w ostatnim czasie dołożyła także agencja Moody’s, która podwyższyła w raporcie z 27 marca szacunek PKB Polski na 2018 r. do 4,3 proc. z 3,5 proc. (ostatnie prognozy z września). Mało tego, szacunki dla deficytu sektora finansów publicznych i długu publicznego zostały zrewidowane w dół do 1,8 proc. PKB i 51,6 proc PKB.

Na sam koniec, choć dobrych wiadomości można by wymieniać jeszcze sporo, przytoczyć trzeba informacje odnośnie do wskaźnika bezrobocia. W tym przypadku oczy przecierają praktycznie wszyscy, bo podawane w ostatnim czasie przez GUS dane, robią naprawdę wrażenie:

Ostatnim momentem, w którym bezrobocie miało dwucyfrową wartość, był 1 marca 2016 roku. Począwszy od tego czasu wskaźnik spada w bardzo szybkim tempie, będąc od września minionego roku cały czas poniżej 7 procent. Polacy raczej nie mają problemu ze znalezieniem pracy, z podobną sytuacją mamy zresztą do czynienia w wielu innych krajach europejskiej wspólnoty.

Na samym końcu wspomnieć należy o całkiem niezłej kondycji państwowej kasy, oczywiście w porównaniu z latami poprzednimi. Według danych podanych przez resort finansów, dochody budżetu w styczniu i lutym wyniosły 62 mld zł, a wydatki 57,56 mld zł. Oznacza to, że nadwyżka wyniosła ok. 4,46 mld zł.

Mimo że niższe niż rok wcześniej były wpływy z tytułu podatku VAT (31,6 mld w styczniu i lutym 2018 i 33,5 mld w roku 2017), to nie podlega dyskusji, że system został w ostatnim czasie znacząco uszczelniony, co jest zasługą obecnie panującej ekipy rządzącej i przede wszystkim kiedyś ministra, a dziś premiera Morawieckiego.

Czy zatem u progu II kwartału 2018 roku mamy naprawdę się czym przejmować w odniesieniu do gospodarczej kondycji naszego kraju, ale także otoczenia, które ma na nas pośredni i bezpośredni wpływ?

Czy są powody do niepokoju?

Wszystko zależy oczywiście od punktu widzenia, jaki do dalszej analizy przyjmiemy. W krótkim terminie, na przykład w odniesieniu do kolejnych miesięcy 2018 roku, rzeczywiście raczej możemy spać spokojnie. Nawet jeśli poszczególne wskaźniki miałyby okazać się gorsze od oczekiwanych, ewentualne konsekwencje dla gospodarki, a tym samym dla nas, widoczne będą dopiero za jakiś czas.

Jeśli jednak mielibyśmy przyjrzeć się zagrożeniom, którym powinniśmy brać pod uwagę na pierwszym miejscu, należałoby wspomnieć o trzech – dwóch wewnętrznych oraz jednym zewnętrznym.

Brak rąk do pracy

Paradoksalnie coraz większym wyzwaniem dla przedsiębiorstw prowadzących w Polsce działalność jest… rekordowo niskie bezrobocie. Na razie wiele z nich posiłkuje się jeszcze przyjeżdżającym do Polski za pracą Ukraińcami, jednak taka sytuacja również trwać wiecznie nie będzie.

Firmy, chcą zatrudniać lepszych pracowników, zaczynają szukać źródeł wpływów, które pozwoliłyby rosnące koszty zrekompensować. Na razie nie widać jeszcze tego w cenach – inflacja pozostaje na stabilnym poziomie, RPP nie planuje w najbliższym czasie podwyżki stóp procentowych. Choć akurat w przypadku rynku nieruchomości, zjawisko to jest już coraz bardziej zauważalne. Jednym z powodów takiej sytuacji jest właśnie brak wykwalifikowanych pracowników.

Czy bezrobocie zacznie zatem w najbliższym czasie rosnąć, uwalniając nieco rynek pracy od bieżących problemów? Jeśli sytuacja gospodarcza Polski, ale też całej UE dalej będzie się poprawiać, nic takiego nie będzie miało miejsca. Szczególnie w dużych miastach potrzeby odnośnie do pracowników różnych profesji są ogromne, a sytuacji nie poprawia przecież też obniżenie wieku emerytalnego oraz po części efekt programu 500 plus.

Rozdmuchany budżet państwa

Właśnie z wydatkami budżetu państwa związane jest drugie wyzwanie, z jakim prędzej czy później będziemy musieli się jako kraj zmierzyć. Dziś nie stanowi to dla nas specjalnego problemu, bo sytuacja gospodarcza jest bardzo dobra, a dzięki temu i ta budżetowa pozostaje stabilna.

Wyobraźmy sobie jednak koniunkturalne zawahanie, które prędzej czy później nas dosięgnie. Jeśli zestawimy to jeszcze z na pewno niższymi środkami, które będziemy otrzymywać w ramach unijnego dofinansowania, wzrośnie znacząco presja na budżet państwa w odniesieniu do oczekiwań poszczególnych sektorów gospodarki czy grup społecznych, które w największym stopniu odczuwać będą ewentualny gospodarczy kryzys.

Największą jednak bolączką pozostaje oczywiście system emerytalny, który z każdym rokiem – przede wszystkim ze względu na obniżenie wieku emerytalnego i demograficzny kryzys – będzie potrzebował coraz więcej pieniędzy. Na razie niestety politycy pomysłu na to nie mają, a biorąc uwagę sondażową presję, nie należy się spodziewać, żeby taki plan miał w najbliższym czasie w ogóle powstać.

Światowa ruletka

Ruletka, czyli nieprzewidywalność, z którą na dziś mamy do czynienia w niespotykanej od lat skali. Mowa tu nie tylko o przywódcach najpotężniejszych lub najniebezpieczniejszych państwa świata (np. TrumpKim Dzong Un), ale też punktach zapalnych, które niestety mogą przerodzić się w międzynarodowy konflikt. Jednym z takich miejsc jest Syria, gdzie cały czas trwa próba sił sojuszu Turcji z Rosją, które sprzyjają syryjskiemu prezydentowi Baszarowi al-Asadowi ze światem zachodnim, który jednak cały czas nie potrafi przyjąć spójnego planu, co z tym pogłębiającym się problemem zrobić.

Syria jest zatem miejscem, które pośrednio może wpłynąć również na kondycję globalnej gospodarki, co przyniesie negatywne konsekwencje również dla większości regionalnych rynków.

Co zatem my, przeciętni zjadacze chleba możemy zrobić? Rada oczywiście nie może być w tym miejscu inna. Czerpmy z gospodarczej prosperity ile się da, nie zapominając przy tym, że o stabilności finansowej i naszej sytuacji w przyszłości nie decyduje to, ile zarabiamy, a to, ile uda nam się na przyszłość zaoszczędzić.

Photo by Kamil Gliwiński on Unsplash